W skrócie
- 68-letni mężczyzna próbował nielegalnie sprzedać na warszawskiej giełdzie kolekcjonerskiej zabytkowe przedmioty z epoki żelaza.
- Zabezpieczone artefakty, w tym m.in. ozdoby, mają około 2800 lat i ogromną wartość historyczną.
- Sprawą zajęła się policja oraz Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków.
- Mężczyźnie grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności za nielegalne posiadanie i handel zabytkami.
Warszawska giełda kolekcjonerska stała się areną niecodziennego zdarzenia, które zakończyło się interwencją służb. Podczas rutynowych działań operacyjnych funkcjonariusze zwrócili uwagę na 68-letniego mężczyznę, który oferował do sprzedaży przedmioty wyglądające na znaleziska archeologiczne. Jak się okazało, pod płaszczykiem handlu starociami krył się nielegalny obrót bezcennymi artefaktami, które powinny znajdować się w rękach państwa, a nie w prywatnym obiegu.
Historyczny skarb trafił w ręce śledczych
Eksperci, którzy wstępnie ocenili zabezpieczony towar, nie kryją zaskoczenia jakością znalezisk. Przedmioty pochodzą z zamierzchłych czasów – szacuje się, że mają około 2800 lat i są datowane na wczesną epokę żelaza. Wśród przejętych obiektów znalazły się elementy biżuterii oraz inne ozdoby, które stanowią niezwykle cenne źródło wiedzy o kulturze ludów zamieszkujących niegdyś nasze tereny. Zgodnie z polskim prawem, wszelkie tego typu znaleziska odkryte w ziemi stanowią własność Skarbu Państwa.
Mężczyzna, który próbował upłynnić znaleziska, nie posiadał żadnych pozwoleń na prowadzenie poszukiwań przy użyciu wykrywacza metali, ani tym bardziej na handel zabytkami archeologicznymi. W świetle obowiązujących przepisów ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, takie działanie jest surowo zabronione. Sprawca został zatrzymany, a jego "towar" został zabezpieczony jako dowód w sprawie, która trafi teraz do sądu.
Surowe konsekwencje za niszczenie dziedzictwa
Sprawa 68-latka to przestroga dla wszystkich poszukiwaczy działających na własną rękę. Polska policja w ostatnim czasie mocno zintensyfikowała działania wymierzone w nielegalny handel zabytkami, monitorując zarówno internetowe aukcje, jak i stacjonarne giełdy kolekcjonerskie w Warszawie. Śledczy badają obecnie, skąd dokładnie pochodzą przedmioty i czy na miejscu ich „odkrycia” nie doszło do nieodwracalnego zniszczenia stanowiska archeologicznego.
Za przywłaszczenie zabytku oraz nielegalne prowadzenie poszukiwań i próbę sprzedaży przedmiotów o znaczeniu historycznym, 68-latkowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. To wysoka cena za próbę zarobku na przedmiotach, które są wspólnym dziedzictwem narodowym. Obecnie śledczy ustalają, czy mężczyzna działał w pojedynkę, czy był częścią większej siatki zajmującej się nielegalnym handlem artefaktami w stolicy.
